Postęp stał się jednym z najbardziej bezdyskusyjnych dogmatów nowoczesności. Wzrost, rozwój, innowacja, przyspieszenie. Każdy kolejny etap ma być „lepszy” od poprzedniego, bo jest szybszy, większy, bardziej zaawansowany technologicznie.
A jednak coraz więcej ludzi żyje gorzej.
Nie materialnie, lecz egzystencjalnie.
Zmęczenie stało się normą. Brak sensu codziennością. Życie zostało wypełnione środkami, ale ogołocone z celu. To nie jest kryzys jednostek. To jest kryzys pojęcia postępu.
Antropocentryzm nie wynosi człowieka. Antropocentryzm izoluje go od warunków własnego życia..
Nowoczesny postęp mierzy się głównie tym, co policzalne:
• PKB
• produktywność
• tempo innowacji
• wzrost infrastruktury
• liczba opcji do wyboru
Jakość życia została zredukowana do pochodnej wzrostu. Zakłada się, że jeśli system się rozwija, ludzie „jakoś” na tym skorzystają.
Problem w tym, że jakość życia nie jest sumą udogodnień. Jest doświadczeniem ciała, relacji, rytmu, sensu i spójności istnienia.
to, co mierzalne, zaczęło zastępować to, co przeżywalne
Jednym z najbardziej paradoksalnych skutków postępu jest to, że zjada on czas, który rzekomo miał nam oddać.
Technologie oszczędzające czas nie dały nam więcej życia. Dały więcej zadań, bodźców i oczekiwań. Każda optymalizacja stała się pretekstem do dalszego zagęszczenia dnia.
Efekt?
Czas przestał być przestrzenią życia, a stał się zasobem do wykorzystania.
postęp obiecywał więcej czasu na życie. Dostarczył więcej życia do obsłużenia
W nowoczesnym modelu sens nie jest celem. Jest luksusem, który ma się pojawić „przy okazji”, jeśli wszystko inne zadziała poprawnie.
Najpierw:
• kariera
• stabilność
• bezpieczeństwo
• produktywność
Dopiero potem pytanie: „po co?”
Tyle że sens nie działa w trybie odroczonym. Jeśli nie jest obecny w strukturze codzienności, nie pojawia się magicznie na jej końcu.
sens odsunięty na później zwykle nie przychodzi wcale
Nowoczesny postęp wytworzył obraz życia jako projektu, który trzeba:
• zaplanować
• zoptymalizować
• kontrolować
• nieustannie ulepszać
Człowiek stał się menedżerem własnej egzystencji. Każde potknięcie zaczyna wyglądać jak błąd w zarządzaniu, a nie naturalna część życia.
To nie wzmacnia.
To wyczerpuje.
gdy życie staje się projektem, przestaje być doświadczeniem
Najgłębsze zagubienie sensu nastąpiło w momencie, gdy postęp odłączył się od biologicznych warunków życia.
Tempo oderwało się od rytmu.
Efektywność od regeneracji.
Abstrakcyjne cele od cielesnych możliwości.
System może przyspieszać bez końca. Człowiek nie.
postęp, który ignoruje ciało, zawsze kończy się przeciwko człowiekowi
Sens zgubiliśmy dokładnie tam, gdzie pomyliliśmy miarę z celem.
Tam, gdzie rozwój przestał służyć życiu, a życie zostało podporządkowane rozwojowi.
Tam, gdzie środki zaczęły udawać sens, a cele stały się niewygodnym balastem.
Tam, gdzie ilość wyparła jakość, bo łatwiej ją policzyć.
Tam, gdzie tempo zastąpiło rytm, bo rytm wymaga uważności, a tempo tylko posłuszeństwa.
Tam, gdzie system przejął doświadczenie, a człowiek został zredukowany do funkcji w jego obiegu.
Nie w technologii.
Nie w miastach.
Nie w innowacji samej w sobie.
Sens zgubiliśmy w kryteriach.
W tym, według czego uznajemy coś za „lepsze”, „nowoczesne”, „racjonalne”, „konieczne”.
W cichym założeniu, że jeśli coś przyspiesza, skaluje się i stabilizuje system, to musi być dobre również dla życia.
A to założenie jest fałszywe.
postęp, który nie poprawia jakości życia, nie jest postępem. Jest tylko ruchem systemu, który zapomniał, po co w ogóle się porusza





