Nowoczesność nigdy nie zlikwidowała potrzeby sensu. Zmieniła jedynie sposób jej obsługi. Religia, zamiast zniknąć, została w dużej mierze przekształcona w narzędzie regulacyjne: porządkujące napięcia, legitymizujące wyrzeczenia i stabilizujące życie w warunkach, które same w sobie są coraz trudniejsze do uniesienia.
Nowoczesna opowieść o świecie często przedstawia religię jako relikt przeszłości: coś, co miało zaniknąć wraz z rozwojem nauki, technologii i racjonalnych instytucji. Rzeczywistość potoczyła się inaczej. Religia nie tylko nie zniknęła, ale w wielu miejscach została wmontowana w nowoczesny porządek życia jako jeden z kluczowych mechanizmów regulacji sensu.
W tej chwili nie interesuje mnie pytanie dotyczące prawdziwości wierzeń. Interesuje mnie pytanie inne: jaką funkcję religia pełni w nowoczesnym systemie życia i dlaczego okazuje się w nim tak użyteczna.
Nowoczesność wytwarza specyficzne napięcie. Z jednej strony obiecuje poprawę życia: wygodę, bezpieczeństwo, rozwój. Z drugiej strony organizuje codzienność w sposób, który często rozszczepia wysiłek i sens. Praca nie daje domknięcia. Wyrzeczenia nie mają wyraźnego celu. Tempo życia przekracza zdolności adaptacyjne człowieka.
W takim układzie sens przestaje być czymś oczywistym. Staje się problemem, który trzeba ciągle regulować, by życie nie rozpadło się psychicznie i społecznie.
Religia doskonale nadaje się do tej roli.
W nowoczesnym faleksowym świecie religia bardzo często nie działa już jako całościowy sposób życia. Działa jako ramka interpretacyjna, która pozwala znieść sprzeczności codzienności.
Nadaje znaczenie cierpieniu.
Uzasadnia wyrzeczenia.
Przekształca brak sensu w „próbę”, „zadanie”, „tajemnicę”.
Nie musi organizować realnych warunków życia, by spełniać swoją funkcję. Wystarczy, że uspokaja napięcie poznawcze między tym, co ludzie przeżywają, a tym, co obiecano im jako dobre życie.
Nowoczesność potrzebuje transcendencji, ale w specyficznej formie. Nie jako radykalnego zakwestionowania porządku świata, lecz jako mechanizmu amortyzującego jego koszty.
Religia w tej wersji:
ale oferuje narrację, która pozwala je psychicznie unieść.
To dlatego religia bywa w pełni kompatybilna z faleksowym porządkiem. Może nawet wzmacniać jego stabilność, jeśli sens życia zostaje przesunięty poza życie samo: w obietnicę, nagrodę, porządek wyższy.
Jednym z efektów tego procesu jest moralizacja sensu. Zamiast pytać, czy życie jest dobrze zorganizowane, pyta się, czy jest przeżywane „właściwie”. Odpowiedzialność za napięcie egzystencjalne zostaje przesunięta na jednostkę: jej wiarę, wytrwałość, postawę.
To bardzo wygodne rozwiązanie systemowe. Pozwala utrzymać strukturę bez konieczności jej zmiany. Sens zostaje odłączony od warunków życia i przeniesiony w sferę postawy wewnętrznej.
Religia nie znika nie dlatego, że ludzie są „nienowocześni”. Nie znika dlatego, że nowoczesny sposób organizacji życia produkuje chroniczny deficyt sensu, który trzeba czymś kompensować.
W tym sensie religia nie jest anomalią nowoczesności. Jest jednym z jej narzędzi adaptacyjnych.
To nie jest oskarżenie. To jest diagnoza.
My w Bioggu nie postulujemy ani powrotu do religii, ani jej odrzucenia. Zwracamy uwagę na coś innego: dopóki sens życia musi być regulowany narracyjnie, zamiast wynikać z warunków życia, dopóty system pozostaje strukturalnie sprzeczny z człowiekiem.
Religia w nowoczesności często pełni rolę plastra. Działa. Ale nie leczy źródła rany.
Zrozumienie tej funkcji jest konieczne, jeśli chcemy myśleć o życiu inaczej niż przez kolejne narracje uspokajające.
dopóki sens życia musi być regulowany narracyjnie, zamiast wynikać z warunków życia, dopóty system pozostaje strukturalnie sprzeczny z człowiekiem.



